środa, 23 kwietnia 2025

Czy to proza, czy już poezja? Recenzja "Sklepów cynamonowych"

 Mogłeś tam znaleźć ognie bengalskie, szkatułki czarodziejskie, marki krajów dawno zaginionych, chińskie odbijanki, indygo, kalafonium            z Malabaru, jaja owadów egzotycznych, papug, tukanów, żywe salamandry i bazyliszki...

źródło zdjęcia          Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu MG

    Na początek musimy sobie uzmysłowić, że bohater - który jest jednocześnie narratorem - "tworzy" retrospekcję do lat dzieciństwa. Co to oznacza?  Mówi o przeszłości z perspektywy  dziecka - siebie, jako dziecka. Zrozumiałe więc jest to, że jedne wspomnienia są sprowadzone do minimum (w odniesieniu do rangi ich ważności), a inne natomiast zostają wyolbrzymione.

     Sklepy cynamonowe Brunona Schulza to rodzaj prozy poetyckiej. Mało tego. Występuje tu bowiem pewne zniekształcenie rzeczywistości - tak trochę na zasadzie snu lub mitu.

    Sama książka została podzielona na kilkanaście utworów - w tym jeden trzyczęściowy Traktat    o manekinach. Każde z tych "opowieści", to nośnik dziecięcych marzeń, wspomnień, ale też bolączek narratora.

Miejscem akcji jest Drohobycz i początek XX wieku. 

    Pozwólcie, że przytoczę fragment jednego z utworów, by nakreślić sposób prowadzenia fabuły - narracji oraz styl języka. Wiedzmy jednak, że pisarstwo B. Schulza nie należy do najprostszych  i najłatwiejszych w bezpośrednim zrozumieniu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz